W WAKACYJNYM KLIMACIE - recenzja kosmetyków Inglot by J.Lo

Hej :o)
Czy Wy też tak macie, że z większością nowości jesteście do tyłu? Ja tak mam! I to z kosmetykami właśnie, gdzie powinnam świecić przykładem i mieć wszystko od razu! ;o) No ok, może nie wszystko i nie od razu, no ale bycie blogerką zobowiązuje :oD Ale wzięłam się w końcu za ten post, jest!



Oczywiście nie mogłam sobie odmówić zakupu kilku nowości marki Inglot, które powstały przy współpracy ze znaną wokalistką Jennifer Lopez. W kolekcji znajdziemy pigmenty, bronzery, rozświetlacze czy pomadki oraz puste palety. Ja skusiłam się na dwa pigmenty (no bo jakże by inaczej :oD) i bronzer i paletkę na niego. Zacznijmy od bronzera. Ostatnio dużo bardziej polubiłam się z bronzerami w cieplejszej niż chłodnej tonacji. Szczególnie teraz, kiedy skóry są muśnięte słońcem. Dlatego mój wybór padł na ciepły odcień matowego, a raczej bardziej satynowego, bronzera Boggie Down Bronze J213 Solei.


Od razu zakupiłam sobie opakowanie do bronzera, które prezentuje się genialnie. Jest czarne, okrągłe i matowe z błyszczącymi czarnymi paseczkami i złotymi napisami z imieniem i nazwiskiem wokalistki oraz nazwą firmy. Wkład z bronzerem idealnie w nim wygląda i mocno siedzi na swoim miejscu. Sam bronzer również prezentuję się stylowo z wytłoczonymi inicjałami J.Lo.



Sam bronzer nie jest typowo matowym kosmetykiem, jego wykończenie jest bardziej satynowe i bez drobinek. Mój odcień Boggie Down Bronze J213 Solei wpada w ciepłe a nie zimne tony. Nie jest też za pomarańczowy, natomiast nadaje skórze idealną opaleniznę. Przy bardzo jasnej cerze można z nim przesadzić, natomiast posiadaczki średnich i ciemniejszych karnacji nie będą miały z tym problemów. Natomiast plam sobie nim nie zrobimy, no chyba, że mamy do tego mega talent ;o) Ja jestem nim zachwycona! Podoba mi się kolor, wykończenie i to jak się nim pracuje!



***


A teraz czas na coś dla srok! Czyli pigmenty :o) W ofercie jest ich chyba 5 czy 6. Ja poprosiłam o te, które sprzedają się najmniej :oD A co, trza się wyróżniać! ;o) Mój wybór padł więc na odcień J403 Ethereal i J405 Celestial. Ogólnie to w opakowaniu nie zachwycił mnie żaden z pigmentów z tej kolekcji! Dlatego też poprosiłam o te mniej chodliwe odcienie. No ale to jak kosmetyk wygląda w opakowaniu niekoniecznie ma się do tego jak prezentuje się na oku.
Pierwszy z nich, czyli J403 Etheral to cudowny odcień miedzi ze złotymi drobinkami i domieszką różu. 


A drugi J405 Celestian ma fiołkowe podłoże i zawiera złote i srebrne drobinki. Same pigmenty na oczach robią magię! Ja nakładam je na bazę pod brokaty od Nyx'a i... tyle wystarczy! Naprawdę! Nałożone syntetycznym pędzlem robią na oczach mega błyszczącą taflę :oD  Zacieranie granic też przychodzi bardzo łatwo, ja to robię czystym paluchem i delikatnie rozcieram. Jestem w nich oficjalnie zakochana!


Opakowania pigmentów są klasyczne dla opakowań Inglota z tym, że przy kolekcji J.Lo zakrętka jest  matowa, a na górze błyszczą na złoto inicjały artystki. Pigmenty mają po 2g i starczą nam na naprawdę bardzo długo. 

No to czas na makijaż :o) Na górnej powiece możecie podziwiać J405 Celestian a na dolnej J403 Ethereal. Na policzkach oczywiście bronzer Boggie Down Bronze J213 Solei :o)




Czy Wy też tak uwielbiacie pigmenty?
A jak to jest u Was z bronzerami? Wolcie te w chłodniejszej czy cieplejszej tonacji?



J.

















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

JOANNA DOBOSZ
Make up
Copyright © 2016 Joanna Dobosz Make Up , Blogger